poniedziałek, 15 grudnia 2008
TOP 30 Faith No More
Czas na Faith No More, najlepszy moim skromnym zdaniem zespół z okolic alternatywno-metalowych. Prowadzony głównie przez Mike'a Pattona, stał się w ciągu 10 lat jednym z najpopularniejszych wykonawców sceny rockowej i otworzył mocniejszym brzmieniom drogę do sukcesu na listach przeboju. W grupie tej cenię najbardziej ich eklektyczny stosunek do kompozycji i fakt, że od czasu wydania albumu The Real Thing nie powtarzają się i na każdym kolejnym longplayu potrafią zaskoczyć słuchacza. Kto jak nie Faith No More eksperyentowali łącząc z mocnym brzmieniem takie klimatyczne i ''zamknięte'' gatunki jak jazz, soul czy nawet gospel. Cały projekt upadł 10 lat temu i między innymi z tego względu, ale także z powodu domniemanego ponownego zejścia się członków zespołu, postuję dzisiaj top Faith No More. Trzydzieści najlepszych piosenek z całkiem bogatej dyskografii.
01 - Midlife Crisis (Angel Dust)
02 - A Small Victory (Angel Dust)
03 - Take This Bottle (King For A Day...Fool For A Lifetime)
04 - King For A Day (King For A Day...Fool For A Lifetime)
05 - Easy (Angel Dust)
06 - Everything's Ruined (Angel Dust)
07 - Just A Man (King For A Day...Fool For A Lifetime)
08 - Ricochet (King For A Day...Fool For A Lifetime)
09 - Falling To Pieces (The Real Thing)
10 - Paths Of Glory (Album Of The Year)
11 - She Loves Me Not (Album Of The Year)
12 - Evidence (King For A Day...Fool For A Lifetime)
13 - From Out To Nowhere (The Real Thing)
14 - Last Cup Of Sorrow (Album Of The Year)
15 - Land Of Sunshine (Angel Dust)
16 - Stripsearch (Album Of The Year)
17 - Epic (The Real Thing)
18 - Digging The Grave (King For A Day...Fool For A Lifetime)
19 - Edge Of The World (The Real Thing)
20 - Mouth To Mouth (Album Of The Year)
21 - Helpless (Album Of The Year)
22 - Be Aggressive (Angel Dust)
23 - RV (Angel Dust)
24 - Underwater Love (The Real Thing)
25 - Crack Hitler (Angel Dust)
26 - Cuckoo For Caca (King For A Day...Fool For A Lifetime)
27 - Caffeine (Angel Dust)
28 - Collision (Album Of The Year)
29 - We Care A Lot (Introduce Yourself)
30 - Ashes To Ashes (Album Of The Year)
niedziela, 14 grudnia 2008
Dynie tylko na singlach
Lider formacji tłumaczy, że zdecydował się na ten krok po bardzo negatywnym przyjęciu ostatniej studyjnej płyty grupy (Zeitgeist) wydanej w 2007 roku. W wywiadzie dla The Chicago Tribune powiedział, że większość osób, która wyraziła negatywne opinie o krążku przesłucha na swoich odtwarzaczach zaledwie jedną lub dwie piosenki i na tej podstawie zaszufladkowała całość. ''Będziemy teraz singlowym zespołem. Po prostu. To nadal jest The Smashing Pumpkins, tylko w innej - mam nadzieję, że lepszej - formie'' - podsumował Corgan
Grupa zamierza też odstawić na bok koncertowanie na dużych obiektach i chce skupić się na bardziej kameralnych widowiskach, tak jak na początku swojej kariery.
sobota, 13 grudnia 2008
Notowanie 106 (13.12.08)
AP. PP. LT.
01. NE. 01. TV On The Radio - Family Tree
02. 02. 05. Marillion - This Train Is My Life
03. 04. 08. Metallica - That Was Just Your Life
04. 44. 02. Portishead - Hunter
05. 08. 03. Ladytron - Tomorrow
06. 01. 06. Oasis - I'm Outta Time
07. 03. 09. The Verve - Sit And Wonder
08. 06. 08. The Cure - The Hungry Ghost
09. 07. 06. R.E.M - Living Well Is The Best Revenge
10. 10. 06. Deerhunter - Nothing Ever Happened
11. 05. 04. Coldplay - Life In Technicolor II
12. 09. 05. Voo Voo - Leszek Mi Mówił
13. 18. 02. Nick Cave & The Bad Seeds - Lie Down Here (& Be My Girl)
14. 12. 14. Portishead - We Carry On
15. 16. 06. Tricky - Past Mistake
16. 19. 06. The Last Shadow Puppets - My Mistakes Were Made For You
17. 13. 09. Tindersticks - The Turns We Took
18. 28. 03. Kasia Nosowska - Na Całych Jeziorach Ty
19. 14. 11. Elbow - The Bones Of You
20. 23. 09. Pustki - Parzydełko
21. 15. 10. Coldplay - Lost!
22. 20. 10. The Raveonettes - Aly, Walk With Me
23. 17. 07. Gabriella Cilmi - Sanctuary
24. 24. 05. Simply Red - Go Now
25. 32. 14. TV On The Radio - Halfway Home
26. 21. 07. Emiliana Torrini - Big Jumps
27. 11. 08. Cranes - Worlds
28. 30. 03. Duffy - Rain On Your Parade
29. 26. 20. Fleet Foxes - White Winter Hymnal
30. 22. 05. The Killers - Spaceman
31. 25. 16. Coldplay - Yes/Chinese Sleep Chant
32. 29. 13. The Verve - Rather Be
33. 27. 10. Shirley Manson - Samson And Delilah
34. 31. 06. Guns N' Roses - Chinese Democracy
35. 36. 04. Fleet Foxes - He Doesn't Know Why
36. 39. 05. Razorlight - Wire To Wire
37. 47. 03. Mercury Rev - Dream Of A Young Girl As A Flower
38. 33. 14. Ladytron - Runaway
39. 42. 04. The Kills - Tape Song
40. NE. 01. The Raconteurs - Carolina Drama
----------------------------------------------------------------------
41. 34. 15. Roisin Murphy - Slave To Love
42. 38. 16. Kings Of Leon - Sex On Fire
43. 35. 11. Garbage - Witness To Your Love
44. 37. 07. Tom Morello: The Nightwatchman & Serj Tankian - Lazarus On Down
45. 45. 07. The Dears - Disclaimer
46. 41. 13. M83 - Kim & Jessie
47. 40. 20. Deerhunter - Agoraphobia
48. 43. 13. Calexico - Two Silver Trees
49. 50. 02. IAMX - Think Of England
50. 51. 02. Travis - Song To Self
51. 46. 13. Silver Rocket - Coil
52. NE. 01. Kings Of Leon - Use Somebody
53. NE. 01. Enya - Trains And Winter Rains
54. 49. 10. Maria Peszek - Muchomory
55. 52. 11. Franz Ferdinand - Lucid Dreams
56. 53. 04. Renton - Lazy Wild
57. 56. 07. dEUS - Popular Culture
58. 48. 15. Strachy Na Lachy - Po Prostu Pastelowe
59. 54. 18. Kings Of Leon - Crawl
60. 58. 19. UNKLE - Cut Me Loose
61. 57. 14. Cyndi Lauper - Same Ol' Story
62. 55. 16. Oasis - The Shock Of Lightning
63. 59. 17. Sparks - Strange Animal
64. 61. 10. Pudelsi - Gdyby Ryby
65. 63. 21. Radiohead - House Of Cards
66. 60. 17. Guillemots - Kriss Kross
67. 62. 08. Sharleen Spiteri - All The Times I Cried
68. 65. 16. Hooverphonic - 50 Watt
69. 66. 11. Spiritualized - You Lie You Cheat
70. 67. 19. Foo Fighters - Come Alive
Z listy wypadły:
z 64 - Nick Cave & The Bad Seeds - Midnight Man - po 21 tyg.
z 68 - The Gutter Twins - Down The Line - po 11 tyg.
z 69 - Interpol - Rest Of My Chemistry - po 21 tyg.
z 70 - R.E.M. - Man Sized Wreath - po 12 tyg.
01. NE. 01. TV On The Radio - Family Tree
02. 02. 05. Marillion - This Train Is My Life
03. 04. 08. Metallica - That Was Just Your Life
04. 44. 02. Portishead - Hunter
05. 08. 03. Ladytron - Tomorrow
06. 01. 06. Oasis - I'm Outta Time
07. 03. 09. The Verve - Sit And Wonder
08. 06. 08. The Cure - The Hungry Ghost
09. 07. 06. R.E.M - Living Well Is The Best Revenge
10. 10. 06. Deerhunter - Nothing Ever Happened
11. 05. 04. Coldplay - Life In Technicolor II
12. 09. 05. Voo Voo - Leszek Mi Mówił
13. 18. 02. Nick Cave & The Bad Seeds - Lie Down Here (& Be My Girl)
14. 12. 14. Portishead - We Carry On
15. 16. 06. Tricky - Past Mistake
16. 19. 06. The Last Shadow Puppets - My Mistakes Were Made For You
17. 13. 09. Tindersticks - The Turns We Took
18. 28. 03. Kasia Nosowska - Na Całych Jeziorach Ty
19. 14. 11. Elbow - The Bones Of You
20. 23. 09. Pustki - Parzydełko
21. 15. 10. Coldplay - Lost!
22. 20. 10. The Raveonettes - Aly, Walk With Me
23. 17. 07. Gabriella Cilmi - Sanctuary
24. 24. 05. Simply Red - Go Now
25. 32. 14. TV On The Radio - Halfway Home
26. 21. 07. Emiliana Torrini - Big Jumps
27. 11. 08. Cranes - Worlds
28. 30. 03. Duffy - Rain On Your Parade
29. 26. 20. Fleet Foxes - White Winter Hymnal
30. 22. 05. The Killers - Spaceman
31. 25. 16. Coldplay - Yes/Chinese Sleep Chant
32. 29. 13. The Verve - Rather Be
33. 27. 10. Shirley Manson - Samson And Delilah
34. 31. 06. Guns N' Roses - Chinese Democracy
35. 36. 04. Fleet Foxes - He Doesn't Know Why
36. 39. 05. Razorlight - Wire To Wire
37. 47. 03. Mercury Rev - Dream Of A Young Girl As A Flower
38. 33. 14. Ladytron - Runaway
39. 42. 04. The Kills - Tape Song
40. NE. 01. The Raconteurs - Carolina Drama
----------------------------------------------------------------------
41. 34. 15. Roisin Murphy - Slave To Love
42. 38. 16. Kings Of Leon - Sex On Fire
43. 35. 11. Garbage - Witness To Your Love
44. 37. 07. Tom Morello: The Nightwatchman & Serj Tankian - Lazarus On Down
45. 45. 07. The Dears - Disclaimer
46. 41. 13. M83 - Kim & Jessie
47. 40. 20. Deerhunter - Agoraphobia
48. 43. 13. Calexico - Two Silver Trees
49. 50. 02. IAMX - Think Of England
50. 51. 02. Travis - Song To Self
51. 46. 13. Silver Rocket - Coil
52. NE. 01. Kings Of Leon - Use Somebody
53. NE. 01. Enya - Trains And Winter Rains
54. 49. 10. Maria Peszek - Muchomory
55. 52. 11. Franz Ferdinand - Lucid Dreams
56. 53. 04. Renton - Lazy Wild
57. 56. 07. dEUS - Popular Culture
58. 48. 15. Strachy Na Lachy - Po Prostu Pastelowe
59. 54. 18. Kings Of Leon - Crawl
60. 58. 19. UNKLE - Cut Me Loose
61. 57. 14. Cyndi Lauper - Same Ol' Story
62. 55. 16. Oasis - The Shock Of Lightning
63. 59. 17. Sparks - Strange Animal
64. 61. 10. Pudelsi - Gdyby Ryby
65. 63. 21. Radiohead - House Of Cards
66. 60. 17. Guillemots - Kriss Kross
67. 62. 08. Sharleen Spiteri - All The Times I Cried
68. 65. 16. Hooverphonic - 50 Watt
69. 66. 11. Spiritualized - You Lie You Cheat
70. 67. 19. Foo Fighters - Come Alive
Z listy wypadły:
z 64 - Nick Cave & The Bad Seeds - Midnight Man - po 21 tyg.
z 68 - The Gutter Twins - Down The Line - po 11 tyg.
z 69 - Interpol - Rest Of My Chemistry - po 21 tyg.
z 70 - R.E.M. - Man Sized Wreath - po 12 tyg.
piątek, 12 grudnia 2008
Depeche Mode is Wrong
Pierwszym singlem, który trafi do rozgłośni radiowych w okolicach lutego będzie kompozycja Wrong, która w wersji (prawdopodobnie) demo została zaprezentowana w krótkim fragmencie na specjalnej konferencji prasowej w Październiku. Utwór w formie fizycznej pojawi się na singlu w marcu lub kwietniu.
Muzycy ujawnili także, że na potrzeby nowego krążka powstało około 18 utworów - ''najwięcej od niepamiętnych czasów'' - mówi Martin Gore. Depeche Mode postanowiło, że materiał, który nie znajdzie się na płycie (a wejdzie na nią 12 kompozycji), zostanie wydana EP-ka z pozostałymi kompozycjami - nastąpić ma to kilka miesięcy po premierze albumu.
Na sam koniec coś bardziej konkretnego. David Gahan jest współwinnym trzech piosenek jakie zostaną umieszczone na trackliście krążka. Są to: In Chains, Comeback oraz Hole To Feed. Oprócz tego znany nam zestaw dopełnia singiel Wrong i utwór Peace Will Come To Me (znany wcześniej jako Peace)
czwartek, 11 grudnia 2008
Faith No More - King For A Day...Fool For A Lifetime - 1995
01 - Get Out
02 - Ricochet
03 - Evidence
04 - Gentle Art Of Making Enemies, The
05 - Star A.D.
06 - Cuckoo For Caca
07 - Caralho Voador
08 - Ugly In The Morning
09 - Digging The Grave
10 - Take This Bottle
11 - King For A Day
12 - What A Day
13 - Last To Know, The
14 - Just A Man
Jest w Faith No More ten osobliwy rodzaj awangardy za który ich uwielbiam. Pewnie gdyby nie Mike Patton i jego szerokie horyzonty (już po rozpadzie grupy czarował nas swoimi pobocznymi projektami w stylu Lovage) Kalifornijczycy byliby kolejnym zespołem metalowym posiadającym skromną, kilku zdaniową notkę w Wielkiej Encyklopedii Rock N' Rolla. Zamiast tego, ponad 10 lat po swoim ostatnim występie, są jednym z najbardziej wyczekiwanych powrotów na scenie nietuzinkowego, alternatywnego metalu jak zwią ich w przypisach. Album King For A Day...Fool For A Lifetime to najbardziej barwna pozycja w ich dyskografii. Niesłusznie stłamszona przez odbiorców w swoich czasach jest dziś uznawana za klasyczny przykład na nowatorskie podejście Faith No More do swojego fachu. Jazz, Funk, Metal - fantastyczny kolaż stworzony dla wytwórni Slash, która nie doceniła wysiłku jaki muzycy włożyli w przygotowanie swojej piątej studyjnej płyty i w pewnym momencie z powodu ''słabej sprzedaży'' zrezygnowali z dalszej promocji...już wiem kogo ma ochotę zagryźć pies z okładki.
Album zaczyna się od krótkiego, agresywnego Get Out. Miłe zaproszenie do dalszego słuchania, prawda? Pierwsza część longplaya upływa pod dyktando zdecydowanie pierwotnych dźwięków jakie oferowało Faith No More. Jest ciężko i szybko. Patton naszczęście nadal śpiewa, nie bawi się w żadne pochodne growlu. Większość numerów jest inteligetnie doprawiona elektroniką, która w połączeniu z resztą składową stylu Faith No More zapewniła zarówno tej jak i w szczególności następnej płycie (Album Of The Year) charakterystyczne brzmienie. Nieco mniej wybredni muzykoholicy również nie będą zawiedzeni. Ricochet czy też Digging The Grave to jak najbardziej godni następcy przebojów z ery Angel Dust. Mnie przy słuchaniu King & Foll zawsze kręciły jednak te najbardziej nielogiczne elementy układanki, która bądź co bądź ostatecznie szufladkowana była jako alternative metal. Specjalnie dla mnie: Evidence, zakłócający trochę jazgotliwą harmonię pierwszej połowy kompaktu. Subtelny, podbity świetnym basem, jazzowo-popowy singiel numer trzy z płyty, uchodzący za jeden z większych eksperymentów grupy z San Francisco. ''Jeden z...'' ponieważ dopiero po nim natrafia się na perły w postaci Star A.D (jazzowo i swingowo na temat zmarłych, ale wciąż popularnych celebrities) i Caralho Voadar z odrobiną Brazylijskiego folkloru podanego po angielsku i portugalsku jednocześnie. Za to w najlepszym na płycie Take This Bottle przenosimy się za to na daleki zachód i przy dźwiękach muzyki western zażywamy kolejnej porcji whisky z tytułowej butelki. Idealny pod soundtrack, złożony ze wszystkiego czego dusza zapragnie - jest i znakomita partia fortepianu, kiedy trzeba Trey Spruance przysadzi w gitarę, a wielogłosy w finale idealnie oddają atmosferę słów ''I can wait to love in heaven''. Przyjemna podróż w przeszłość, ale nie jedyna. The Gentle Art Of Making Enemies, który pod każdym względem przeczy tytułowi, jest nawiązaniem do książki Jamesa McNeill Whistlera, pochodzącej z XIX wieku i zawierając listy autora do lokalnych gazet z różnego rodzaju skargami na szanownych obywateli Stanów Zjednaczonych.
Pod moim dachem King & Foll największe owacje zebrało jednak na sam finał - tak jak przystało zresztą. Po What A Day, kolejnej głośnej miniaturce w stylu Get Out (zresztą oba w pewien sposób spinają klamrą podstawową część płyty), Faith No More przenoszą się na impreze u samego Boga. Proszę posłuchać tekstu! Natomiast ostatnie dwie minuty upływające pod znakiem niesamowicie zangażowanego wokalnie Pattona i chóru gospel są istnym a.r.c.y.d.z.i.e.ł.e.m.
Nie ma żadnych potwierdzonych źródeł, które stawiają King & Fool w jednym rzędzie z najważniejszymi rockowymi pozycjami poprzedniej dekady, a piętnasta pozycja w plebiscycie magazynu Kerrang! na album roku to też za mało. Dla osób niezainteresowanych do tej pory twórczością pionierów funk-metalu będzie to najlepsza okazja by przekonać się czy mają dalej rippować ich płyty od swoich znajomych czy też podziękować za współpracę. Album wyważony, materialny rodzaj przejścia między agresywnym stylem Angel Dust, a dużo bardziej wygładzonym Album Of The Year. Mam jeszcze apel do wszystkich zwolenników mojej opinii. Zdejmijmy King & Fool z półki, przetrzyjmy szmatką, otwórzmy pudełko, wyjmijmy książeczkę i przekreślając tytuł napiszmy: King For A Day...King For A Lifetime.
Album zaczyna się od krótkiego, agresywnego Get Out. Miłe zaproszenie do dalszego słuchania, prawda? Pierwsza część longplaya upływa pod dyktando zdecydowanie pierwotnych dźwięków jakie oferowało Faith No More. Jest ciężko i szybko. Patton naszczęście nadal śpiewa, nie bawi się w żadne pochodne growlu. Większość numerów jest inteligetnie doprawiona elektroniką, która w połączeniu z resztą składową stylu Faith No More zapewniła zarówno tej jak i w szczególności następnej płycie (Album Of The Year) charakterystyczne brzmienie. Nieco mniej wybredni muzykoholicy również nie będą zawiedzeni. Ricochet czy też Digging The Grave to jak najbardziej godni następcy przebojów z ery Angel Dust. Mnie przy słuchaniu King & Foll zawsze kręciły jednak te najbardziej nielogiczne elementy układanki, która bądź co bądź ostatecznie szufladkowana była jako alternative metal. Specjalnie dla mnie: Evidence, zakłócający trochę jazgotliwą harmonię pierwszej połowy kompaktu. Subtelny, podbity świetnym basem, jazzowo-popowy singiel numer trzy z płyty, uchodzący za jeden z większych eksperymentów grupy z San Francisco. ''Jeden z...'' ponieważ dopiero po nim natrafia się na perły w postaci Star A.D (jazzowo i swingowo na temat zmarłych, ale wciąż popularnych celebrities) i Caralho Voadar z odrobiną Brazylijskiego folkloru podanego po angielsku i portugalsku jednocześnie. Za to w najlepszym na płycie Take This Bottle przenosimy się za to na daleki zachód i przy dźwiękach muzyki western zażywamy kolejnej porcji whisky z tytułowej butelki. Idealny pod soundtrack, złożony ze wszystkiego czego dusza zapragnie - jest i znakomita partia fortepianu, kiedy trzeba Trey Spruance przysadzi w gitarę, a wielogłosy w finale idealnie oddają atmosferę słów ''I can wait to love in heaven''. Przyjemna podróż w przeszłość, ale nie jedyna. The Gentle Art Of Making Enemies, który pod każdym względem przeczy tytułowi, jest nawiązaniem do książki Jamesa McNeill Whistlera, pochodzącej z XIX wieku i zawierając listy autora do lokalnych gazet z różnego rodzaju skargami na szanownych obywateli Stanów Zjednaczonych.
Pod moim dachem King & Foll największe owacje zebrało jednak na sam finał - tak jak przystało zresztą. Po What A Day, kolejnej głośnej miniaturce w stylu Get Out (zresztą oba w pewien sposób spinają klamrą podstawową część płyty), Faith No More przenoszą się na impreze u samego Boga. Proszę posłuchać tekstu! Natomiast ostatnie dwie minuty upływające pod znakiem niesamowicie zangażowanego wokalnie Pattona i chóru gospel są istnym a.r.c.y.d.z.i.e.ł.e.m.
Nie ma żadnych potwierdzonych źródeł, które stawiają King & Fool w jednym rzędzie z najważniejszymi rockowymi pozycjami poprzedniej dekady, a piętnasta pozycja w plebiscycie magazynu Kerrang! na album roku to też za mało. Dla osób niezainteresowanych do tej pory twórczością pionierów funk-metalu będzie to najlepsza okazja by przekonać się czy mają dalej rippować ich płyty od swoich znajomych czy też podziękować za współpracę. Album wyważony, materialny rodzaj przejścia między agresywnym stylem Angel Dust, a dużo bardziej wygładzonym Album Of The Year. Mam jeszcze apel do wszystkich zwolenników mojej opinii. Zdejmijmy King & Fool z półki, przetrzyjmy szmatką, otwórzmy pudełko, wyjmijmy książeczkę i przekreślając tytuł napiszmy: King For A Day...King For A Lifetime.
piątek, 5 grudnia 2008
Notowanie 105 (06.12.08)
AP. PP. LT.
01. 01. 05. Oasis - I'm Outta Time
02. 02. 04. Marillion - This Train Is My Life
03. 03. 08. The Verve - Sit And Wonder
04. 04. 07. Metallica - That Was Just Your Life
05. 05. 03. Coldplay - Life In Technicolor II
06. 09. 07. The Cure - The Hungry Ghost
07. 07. 05. R.E.M - Living Well Is The Best Revenge
08. 15. 02. Ladytron - Tomorrow
09. 14. 04. Voo Voo - Leszek Mi Mówił
10. 19. 05. Deerhunter - Nothing Ever Happened
11. 10. 07. Cranes - Worlds
12. 08. 13. Portishead - We Carry On
13. 13. 08. Tindersticks - The Turns We Took
14. 06. 10. Elbow - The Bones Of You
15. 11. 09. Coldplay - Lost!
16. 16. 05. Tricky - Past Mistake
17. 12. 06. Gabriella Cilmi - Sanctuary
18. NE. 01. Nick Cave & The Bad Seeds - Lie Down Here (& Be My Girl)
19. 25. 05. The Last Shadow Puppets - My Mistakes Were Made For You
20. 22. 09. The Raveonettes - Aly, Walk With Me
21. 20. 06. Emiliana Torrini - Big Jumps
22. 30. 04. The Killers - Spaceman
23. 27. 08. Pustki - Parzydełko
24. 33. 04. Simply Red - Go Now
25. 17. 15. Coldplay - Yes/Chinese Sleep Chant
26. 18. 19. Fleet Foxes - White Winter Hymnal
27. 21. 09. Shirley Manson - Samson And Delilah
28. 49. 02. Kasia Nosowska - Na Całych Jeziorach Ty
29. 24. 12. The Verve - Rather Be
30. 34. 02. Duffy - Rain On Your Parade
31. 31. 05. Guns N' Roses - Chinese Democracy
32. 40. 13. TV On The Radio - Halfway Home
33. 23. 13. Ladytron - Runaway
34. 29. 14. Roisin Murphy - Slave To Love
35. 28. 10. Garbage - Witness To Your Love
36. 36. 03. Fleet Foxes - He Doesn't Know Why
37. 26. 06. Tom Morello: The Nightwatchman & Serj Tankian - Lazarus On Down
38. 32. 15. Kings Of Leon - Sex On Fire
39. 42. 04. Razorlight - Wire To Wire
40. 35. 19. Deerhunter - Agoraphobia
-----------------------------------------------------------------
41. 38. 12. M83 - Kim & Jessie
42. 47. 03. The Kills - Tape Song
43. 41. 12. Calexico - Two Silver Trees
44. NE. 01. Portishead - Hunter
45. 44. 06. The Dears - Disclaimer
46. 39. 12. Silver Rocket - Coil
47. 50. 02. Mercury Rev - Dream Of A Young Girl As A Flower
48. 37. 14. Strachy Na Lachy - Po Prostu Pastelowe
49. 43. 09. Maria Peszek - Muchomory
50. NE. 01. IAMX - Think Of England
51. NE. 01. Travis - Song To Self
52. 52. 10. Franz Ferdinand - Lucid Dreams
53. 48. 03. Renton - Lazy Wild
54. 45. 17. Kings Of Leon - Crawl
55. 46. 15. Oasis - The Shock Of Lightning
56. 53. 06. dEUS - Popular Culture
57. 51. 13. Cyndi Lauper - Same Ol' Story
58. 58. 18. UNKLE - Cut Me Loose
59. 57. 16. Sparks - Strange Animal
60. 54. 16. Guillemots - Kriss Kross
61. 60. 09. Pudelsi - Gdyby Ryby
62. 61. 07. Sharleen Spiteri - All The Times I Cried
63. 55. 20. Radiohead - House Of Cards
64. 56. 21. Nick Cave & The Bad Seeds - Midnight Man
65. 64. 15. Hooverphonic - 50 Watt
66. 68. 10. Spiritualized - You Lie You Cheat
67. 69. 18. Foo Fighters - Come Alive
68. 66. 11. The Gutter Twins - Down The Line
69. 63. 21. Interpol - Rest Of My Chemistry
70. 62. 12. R.E.M. - Man Sized Wreath
Z listy wypadły:
z 59 - Stereophonics - You're My Star - po 7 tyg.
z 65 - Marillion - Whatever Is Wrong With You - po 19 tyg.
z 67 - theSTART - Runaway - po 9 tyg.
z 70 - Jack White & Alicia Keys - Another Way To Die - po 6 tyg.
01. 01. 05. Oasis - I'm Outta Time
02. 02. 04. Marillion - This Train Is My Life
03. 03. 08. The Verve - Sit And Wonder
04. 04. 07. Metallica - That Was Just Your Life
05. 05. 03. Coldplay - Life In Technicolor II
06. 09. 07. The Cure - The Hungry Ghost
07. 07. 05. R.E.M - Living Well Is The Best Revenge
08. 15. 02. Ladytron - Tomorrow
09. 14. 04. Voo Voo - Leszek Mi Mówił
10. 19. 05. Deerhunter - Nothing Ever Happened
11. 10. 07. Cranes - Worlds
12. 08. 13. Portishead - We Carry On
13. 13. 08. Tindersticks - The Turns We Took
14. 06. 10. Elbow - The Bones Of You
15. 11. 09. Coldplay - Lost!
16. 16. 05. Tricky - Past Mistake
17. 12. 06. Gabriella Cilmi - Sanctuary
18. NE. 01. Nick Cave & The Bad Seeds - Lie Down Here (& Be My Girl)
19. 25. 05. The Last Shadow Puppets - My Mistakes Were Made For You
20. 22. 09. The Raveonettes - Aly, Walk With Me
21. 20. 06. Emiliana Torrini - Big Jumps
22. 30. 04. The Killers - Spaceman
23. 27. 08. Pustki - Parzydełko
24. 33. 04. Simply Red - Go Now
25. 17. 15. Coldplay - Yes/Chinese Sleep Chant
26. 18. 19. Fleet Foxes - White Winter Hymnal
27. 21. 09. Shirley Manson - Samson And Delilah
28. 49. 02. Kasia Nosowska - Na Całych Jeziorach Ty
29. 24. 12. The Verve - Rather Be
30. 34. 02. Duffy - Rain On Your Parade
31. 31. 05. Guns N' Roses - Chinese Democracy
32. 40. 13. TV On The Radio - Halfway Home
33. 23. 13. Ladytron - Runaway
34. 29. 14. Roisin Murphy - Slave To Love
35. 28. 10. Garbage - Witness To Your Love
36. 36. 03. Fleet Foxes - He Doesn't Know Why
37. 26. 06. Tom Morello: The Nightwatchman & Serj Tankian - Lazarus On Down
38. 32. 15. Kings Of Leon - Sex On Fire
39. 42. 04. Razorlight - Wire To Wire
40. 35. 19. Deerhunter - Agoraphobia
-----------------------------------------------------------------
41. 38. 12. M83 - Kim & Jessie
42. 47. 03. The Kills - Tape Song
43. 41. 12. Calexico - Two Silver Trees
44. NE. 01. Portishead - Hunter
45. 44. 06. The Dears - Disclaimer
46. 39. 12. Silver Rocket - Coil
47. 50. 02. Mercury Rev - Dream Of A Young Girl As A Flower
48. 37. 14. Strachy Na Lachy - Po Prostu Pastelowe
49. 43. 09. Maria Peszek - Muchomory
50. NE. 01. IAMX - Think Of England
51. NE. 01. Travis - Song To Self
52. 52. 10. Franz Ferdinand - Lucid Dreams
53. 48. 03. Renton - Lazy Wild
54. 45. 17. Kings Of Leon - Crawl
55. 46. 15. Oasis - The Shock Of Lightning
56. 53. 06. dEUS - Popular Culture
57. 51. 13. Cyndi Lauper - Same Ol' Story
58. 58. 18. UNKLE - Cut Me Loose
59. 57. 16. Sparks - Strange Animal
60. 54. 16. Guillemots - Kriss Kross
61. 60. 09. Pudelsi - Gdyby Ryby
62. 61. 07. Sharleen Spiteri - All The Times I Cried
63. 55. 20. Radiohead - House Of Cards
64. 56. 21. Nick Cave & The Bad Seeds - Midnight Man
65. 64. 15. Hooverphonic - 50 Watt
66. 68. 10. Spiritualized - You Lie You Cheat
67. 69. 18. Foo Fighters - Come Alive
68. 66. 11. The Gutter Twins - Down The Line
69. 63. 21. Interpol - Rest Of My Chemistry
70. 62. 12. R.E.M. - Man Sized Wreath
Z listy wypadły:
z 59 - Stereophonics - You're My Star - po 7 tyg.
z 65 - Marillion - Whatever Is Wrong With You - po 19 tyg.
z 67 - theSTART - Runaway - po 9 tyg.
z 70 - Jack White & Alicia Keys - Another Way To Die - po 6 tyg.
Notowanie 104 (29.11.08)
AP. PP. LT.
01. 01. 04. Oasis - I'm Outta Time
02. 02. 03. Marillion - This Train Is My Life
03. 03. 07. The Verve - Sit And Wonder
04. 04. 06. Metallica - That Was Just Your Life
05. 23. 02. Coldplay - Life In Technicolor II
06. 05. 09. Elbow - The Bones Of You
07. 08. 04. R.E.M - Living Well Is The Best Revenge
08. 07. 12. Portishead - We Carry On
09. 12. 06. The Cure - The Hungry Ghost
10. 06. 06. Cranes - Worlds
11. 09. 08. Coldplay - Lost!
12. 11. 05. Gabriella Cilmi - Sanctuary
13. 18. 07. Tindersticks - The Turns We Took
14. 19. 03. Voo Voo - Leszek Mi Mówił
15. NE. 01. Ladytron - Tomorrow
16. 27. 04. Tricky - Past Mistake
17. 13. 14. Coldplay - Yes/Chinese Sleep Chant
18. 14. 18. Fleet Foxes - White Winter Hymnal
19. 22. 04. Deerhunter - Nothing Ever Happened
20. 20. 05. Emiliana Torrini - Big Jumps
21. 17. 08. Shirley Manson - Samson And Delilah
22. 16. 08. The Raveonettes - Aly, Walk With Me
23. 15. 12. Ladytron - Runaway
24. 10. 11. The Verve - Rather Be
25. 29. 04. The Last Shadow Puppets - My Mistakes Were Made For You
26. 21. 05. Tom Morello: The Nightwatchman & Serj Tankian - Lazarus On Down
27. 32. 07. Pustki - Parzydełko
28. 25. 09. Garbage - Witness To Your Love
29. 24. 13. Roisin Murphy - Slave To Love
30. 30. 03. The Killers - Spaceman
31. 40. 04. Guns N' Roses - Chinese Democracy
32. 26. 14. Kings Of Leon - Sex On Fire
33. 44. 03. Simply Red - Go Now
34. NE. 01. Duffy - Rain On Your Parade
35. 28. 18. Deerhunter - Agoraphobia
36. 38. 02. Fleet Foxes - He Doesn't Know Why
37. 31. 13. Strachy Na Lachy - Po Prostu Pastelowe
38. 37. 11. M83 - Kim & Jessie
39. 36. 11. Silver Rocket - Coil
40. 34. 12. TV On The Radio - Halfway Home
---------------------------------------------------------------------
41. 33. 11. Calexico - Two Silver Trees
42. 43. 03. Razorlight - Wire To Wire
43. 42. 08. Maria Peszek - Muchomory
44. 41. 05. The Dears - Disclaimer
45. 39. 16. Kings Of Leon - Crawl
46. 35. 14. Oasis - The Shock Of Lightning
47. 48. 02. The Kills - Tape Song
48. 50. 02. Renton - Lazy Wild
49. NE. 01. Kasia Nosowksa - Na Całych Jeziorach Ty
50. NE. 01. Mercury Rev - Dream Of A Young Girl As A Flower
51. 52. 12. Cyndi Lauper - Same Ol' Story
52. 55. 09. Franz Ferdinand - Lucid Dreams
53. 54. 05. dEUS - Popular Culture
54. 47. 15. Guillemots - Kriss Kross
55. 49. 19. Radiohead - House Of Cards
56. 45. 20. Nick Cave & The Bad Seeds - Midnight Man
57. 51. 15. Sparks - Strange Animal
58. 62. 17. UNKLE - Cut Me Loose
59. 46. 07. Stereophonics - You're My Star
60. 53. 08. Pudelsi - Gdyby Ryby
61. 57. 06. Sharleen Spiteri - All The Times I Cried
62. 58. 11. R.E.M. - Man Sized Wreath
63. 59. 20. Interpol - Rest Of My Chemistry
64. 63. 14. Hooverphonic - 50 Watt
65. 56. 19. Marillion - Whatever Is Wrong With You
66. 64. 10. The Gutter Twins - Down The Line
67. 66. 09. theSTART - Runaway
68. 68. 09. Spiritualized - You Lie You Cheat
69. 69. 17. Foo Fighters - Come Alive
70. 61. 06. Jack White & Alicia Keys - Another Way To Die
Z listy wypadły:
z 60 - Metallica - The Day That Never Comes - po 13 tyg.
z 65 - AC/DC - Rock 'N' Roll Train - po 6 tyg.
z 67 - Keane - Spiralling - po 10 tyg.
z 70 - The Cure - The Perfect Boy - po 9 tyg.
01. 01. 04. Oasis - I'm Outta Time
02. 02. 03. Marillion - This Train Is My Life
03. 03. 07. The Verve - Sit And Wonder
04. 04. 06. Metallica - That Was Just Your Life
05. 23. 02. Coldplay - Life In Technicolor II
06. 05. 09. Elbow - The Bones Of You
07. 08. 04. R.E.M - Living Well Is The Best Revenge
08. 07. 12. Portishead - We Carry On
09. 12. 06. The Cure - The Hungry Ghost
10. 06. 06. Cranes - Worlds
11. 09. 08. Coldplay - Lost!
12. 11. 05. Gabriella Cilmi - Sanctuary
13. 18. 07. Tindersticks - The Turns We Took
14. 19. 03. Voo Voo - Leszek Mi Mówił
15. NE. 01. Ladytron - Tomorrow
16. 27. 04. Tricky - Past Mistake
17. 13. 14. Coldplay - Yes/Chinese Sleep Chant
18. 14. 18. Fleet Foxes - White Winter Hymnal
19. 22. 04. Deerhunter - Nothing Ever Happened
20. 20. 05. Emiliana Torrini - Big Jumps
21. 17. 08. Shirley Manson - Samson And Delilah
22. 16. 08. The Raveonettes - Aly, Walk With Me
23. 15. 12. Ladytron - Runaway
24. 10. 11. The Verve - Rather Be
25. 29. 04. The Last Shadow Puppets - My Mistakes Were Made For You
26. 21. 05. Tom Morello: The Nightwatchman & Serj Tankian - Lazarus On Down
27. 32. 07. Pustki - Parzydełko
28. 25. 09. Garbage - Witness To Your Love
29. 24. 13. Roisin Murphy - Slave To Love
30. 30. 03. The Killers - Spaceman
31. 40. 04. Guns N' Roses - Chinese Democracy
32. 26. 14. Kings Of Leon - Sex On Fire
33. 44. 03. Simply Red - Go Now
34. NE. 01. Duffy - Rain On Your Parade
35. 28. 18. Deerhunter - Agoraphobia
36. 38. 02. Fleet Foxes - He Doesn't Know Why
37. 31. 13. Strachy Na Lachy - Po Prostu Pastelowe
38. 37. 11. M83 - Kim & Jessie
39. 36. 11. Silver Rocket - Coil
40. 34. 12. TV On The Radio - Halfway Home
---------------------------------------------------------------------
41. 33. 11. Calexico - Two Silver Trees
42. 43. 03. Razorlight - Wire To Wire
43. 42. 08. Maria Peszek - Muchomory
44. 41. 05. The Dears - Disclaimer
45. 39. 16. Kings Of Leon - Crawl
46. 35. 14. Oasis - The Shock Of Lightning
47. 48. 02. The Kills - Tape Song
48. 50. 02. Renton - Lazy Wild
49. NE. 01. Kasia Nosowksa - Na Całych Jeziorach Ty
50. NE. 01. Mercury Rev - Dream Of A Young Girl As A Flower
51. 52. 12. Cyndi Lauper - Same Ol' Story
52. 55. 09. Franz Ferdinand - Lucid Dreams
53. 54. 05. dEUS - Popular Culture
54. 47. 15. Guillemots - Kriss Kross
55. 49. 19. Radiohead - House Of Cards
56. 45. 20. Nick Cave & The Bad Seeds - Midnight Man
57. 51. 15. Sparks - Strange Animal
58. 62. 17. UNKLE - Cut Me Loose
59. 46. 07. Stereophonics - You're My Star
60. 53. 08. Pudelsi - Gdyby Ryby
61. 57. 06. Sharleen Spiteri - All The Times I Cried
62. 58. 11. R.E.M. - Man Sized Wreath
63. 59. 20. Interpol - Rest Of My Chemistry
64. 63. 14. Hooverphonic - 50 Watt
65. 56. 19. Marillion - Whatever Is Wrong With You
66. 64. 10. The Gutter Twins - Down The Line
67. 66. 09. theSTART - Runaway
68. 68. 09. Spiritualized - You Lie You Cheat
69. 69. 17. Foo Fighters - Come Alive
70. 61. 06. Jack White & Alicia Keys - Another Way To Die
Z listy wypadły:
z 60 - Metallica - The Day That Never Comes - po 13 tyg.
z 65 - AC/DC - Rock 'N' Roll Train - po 6 tyg.
z 67 - Keane - Spiralling - po 10 tyg.
z 70 - The Cure - The Perfect Boy - po 9 tyg.
czwartek, 4 grudnia 2008
Take That - The Circus - 2008
01 - The Garden
02 - Greatest Day
03 - Hello
04 - Said It All
05 - Julie
06 - The Circus
07 - How Did It Come To This
08 - Up All Night
09 - What Is Love?
10 - You
11 - Hold Up A Light
Czy jedenaście lat to wystarczający czas by naładować swoje akumulatory? W przypadku Take That miałem takie wrażenie. Może nie byli przygotowany na ''Paryż-Dakar'', ale w 2006 roku, w czasie swojego powrotu na scenę zaszokowali mnie bardzo udanym jak na swoją kategorię (ligową, wiekową, czy jak tam to nazwać...) krążkiem Beautiful Day. Ponad dwa lata później znów uderzeją z nowym materiałem - jakby celowo - promowaną znów singlem o bardzo radosnym tytule Greatest Day. Ja jednak zakrywam uszy i nie patrzę na to co w najbliższych tygodniach zdarzy się na Wyspach (ocenzurujcie mnie, jeśli The Circus nie trafi na pierwsze miejsce tamtejszej listy!), ponieważ kwartet sprawił mi niemiłą niespodziankę i znów popadł w banał i wodewil[izm].
Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. W moim rozumowaniu miało to jednak nastąpić. Take That miał podążyć z powrotem po sznurku do samego środka labiryntu dobrych melodii by znaleźć tam materiał i odpowiednio go obrobić. W połowię drogi sznurek pękł i...to jest najlepsze streszczenie tej płyty. Zagubieni, bez pomysłu, bez wyjścia... Błądzą tak sobie na The Circus i nie wiedzą co zrobić. Odbębniają w tym czasie wszystko czego wyrzekli się ostatnimi czasy by wywołać uśmiech na mojej twarzy. O drugim Reach Out czy Shine możemy zapomnieć. Wprawdzie Hello mogłoby uchodzić za dalekiego krewnego tego pierwszego, ale to już nie ten sam luz i polot. Zamiast tego na pierwszym singlu (przykładowo) znajdujemy ''wykastrowany'' Greatest Day, który topornie się rozkręca i nie dostarcza odpowiedniej dawki adrenaliny do mojego opadłego z nużenia ciała. Moje zwłoki wędrują wiec do trumny, a tam przysłowiowe gwoździe. Do bólu rzewne i naiwne What Is Love? krążące wokół tego jakże egzystencjalnego dla Take That pytania. Julie - bo oczywiście na The Circus nie mogło zabraknąć apostrofy do dziewczyny, tym razem okraszonej cudownie lirycznym motywem ''Sialalalalala I want you, sialalalalala i do'' i tak w kółeczko....po cyrkowej arenie. Oczywiście można i krążkowi Beautiful Day zarzucić podobnego rodzaju gry słowne, ale czy nie jest tak, że jeśli cała płyta ma spłynąć do rynsztoku to i tak nie warto czegoś jeszcze jej wypunktować? Podczas kilku mało owocnych sesji odkryłem wśród 11 utworów tylko jeden, który spokojnie wybrałbym na coś w stylu The Best Of Take That. Mowa o Up All Night. Mały eksperyment z pogranicza pop/rocka i country. Zagrany z wyraźnym puszczeniem oka w stronę fanów, skoczny i pogodny kawałek. Tak, to jest to moje małe Shine tego albumu.
Nie mam zamiaru poświęcać The Circus więcej linijek na swojej ''ziemi''. Jedno proste słowo: rozczarowanie. I niech chłopcy nie próbują na mnie wpłynąć swoimi głębokimi prawdam z tytułowej piosenki - ''Everybody loves the circus show'' - bo o ile ''Everbody hurts'', ''Everybody wants to rule the world'' czy ''Everybody wants the same thing'' to ich przesłanie wydaje mi się najmniej szczerze i oryginalne. Ja biletu do tego cyrku nie kupuję.
wtorek, 2 grudnia 2008
Merkuriańska rewolucja koncertowa
Mercury Rev - 30.11.08, Art Muza Cafe, Sosnowiec.
30 listopada już nigdy nie będzie taki sam. 30 listopada moje pojęcie o koncercie rockowym przeszło znaczącą transformacje, co wyszło mi tylko na dobre. Wychowany na stadionowych widowiskach, gdzie oprócz oglądania wielkiej gwiazdy (często, grającej z okazji trasy ''last goodbye X time'') ukradkiem podglądałem wszystkie dobrodziejstwa strefy VIP, zostałem nagle rzucony na głęboką wodę zwaną ''klubowym koncertem rockowym''. Mając do wyboru spędzenie wieczoru i ułożenie swojej prywatnej listy przebojów i koncert amerykańskiej formacji Mercury Rev, jednego z prekursorów ''kilku stylów co mnie kręcą'' wybrałem drugi wariant, chociaż fakt zakupienia biletu niecałe 48 godzin przed tym wydarzeniem może nie odzwierciedla najlepiej mojego zaangażowania. Mercury Rev, znane mi z każdej pozycji występującej w dyskografii, z wiecznym tytułem grupy ''dwóch płyt'', w cenie 30 zł wydawało się naprawdę kuszącą ofertą. W końcu miałem też okazję poznać słynny w ''środowisku'' klub Art Muza Cafe, gdzie za segmentem kawiarnia-galeria znajdował się całkiem spory obszar wydzierżawiony na klimatyczną salę koncertową. Moja przygoda zaczyna się od miejsca gdzie znajduje wejście na balkon, w którym to miałem wykupione miejsca. Zaczyna się w tym miejscu, bo przedostanie się przez spowity oparami dymu i zatłoczony hol nie było czymś ani ciekawym, ani specjalnie przyjemnym.
W Art Muza Cafe niegdyś mieściło się kino. Pozostałością po nim jest nie tylko owy balkon, ale i ekran, który teraz służy do wyświetlania wszelkiego rodzaju wizualizacji. I właśnie od takiego pokazu ''slajdów'' rozpoczął się koncert. Z głośników dobiegł głos Elizabeth Fraser. Cocteau Twins? Jak najbardziej. A w tle prezentacja wszystkich grup i artystów mających znaczący wkład
w muzyczną edukację muzyków z Buffalo. Od razu po tym niezwykle miłym openerze (kogo tam nie było! - Cave, My Bloody Valentine, Cocteau Twins, Bowie, Talking Heads...), bez zbędnych ceregieli zaczęła się część główna. Nie ukrywam, że w ''tych'' sprawach moja ciekawość nie zna granic i popsułem sobie już wcześniej zabawę oglądając w internecie przykładową setlistę koncertu sprzed kilku dni, chyba z Birmingham. Pierwszy strzał. Trafiony-zatopiony. Snowflake In A Hot World z najnowszej płyty. Jak się później okazało była to jedyna przewidywalna rzecz tego wieczoru. Nie miałem bowiem dotąd przyjemności uczestniczyć w koncercie grupy, którą mógłbym określij jako koncertową. Ok, może The Police i Genesis robiły show w którym brało udział po kilkanaście tys. zahipnotyzowanych marionetek, ceniących sobie odegranie Every Breath You Take na równi z zainicjowaniem meksykańskiej fali ale ja inaczej odbieram slogan ''formacja koncertowa''- przynajmniej po tej listopadowej nocy.
Snowflake In A Hot World w brawurowy sposób zostało przeciągnięte o dobre 100% swojego tajmingu, wykonane co najmniej dwa razy mocniej i agresywnie. Po prostu miażdżące. Zamiast dream/chamber popowego kolektywu dało się słyszeć potomków jakże uwielbianego przeze mnie nurtu noise rock/shoegaze. Piosenki leciały jedna za drugą, bez wytchnienia, bez chwili odpoczynku. Black Forest, Funny Bird, You're My Queen...jedna wielka suita i improwizacja. Improwizacja, ponieważ struktura prawie wszystkich piosenek uległa znaczącym zmianom aranżacyjnym. Co prawda były to głównie długie i niemiłosierne głośne kaskady gitar, potężnie tłoczona perkusja i noooooooise generowany przez urządzenia elektroniczne, ale to było piękne i z powodzeniem zastąpiło wszystkie subtelniejsze dźwięki, kompletnie schowane pod całym tym ''kotłem''. ''Piękny Hałas''. Przystawali tylko na chwilę. W czasie jednej z najzacniejszych swoich kompozycji Tonite It Shows, z okresu największej popularności (weźmy to w cudzysłów), albumu Deserter's Song. Równie poprawnie i ''albumowo'' zabrzmiał Goddess On A Highway, którego oczywiście zabraknąć nie mogło - pierwszy bis. I może przez tą swoją statyczność i perfekcje nie mogę zaliczyć go do największych highlightsów tego widowiska? Przeboje są by trzymać publikę w pionie, więc wybaczam. Tym bardziej, że liczba osób przybyłych na koncert okazała się zastraszająco mała. Parkiet zapełniony (i to nie ściśle) w jakiś 75%, do tego sporo wolnych krzesełek w moim sektorze.
W dodatku podczas trwania prawie dwu godzinnego setu naliczyłem około 10 osób, które wyszły z sali - prawdopodobnie z powodu hałasu (już poszły rezerwować wizytę u lekarza? - bez jaj, ja byłem następnego dnia, ale tak przy okzazji innekj dolegliwości) i realnej groźby...oślepnięcia.
Wszystko przez techników zajmujących się oświetleniem. Były takie momenty - szczególnie wtedy gdy muzycy pozwalali sobie na długie rozwinięcia poszczególnych numerów i liczne solówki (perkusista genialny!) że oprawa wizualna wyczyniała podobne akrobacje jak dźwięki płynące z instrumentów.

Osobiście czułem się jak odłożony. Otoczony przez światło i dźwięk dobiegające dosłownie ze wszystkich stron. Lepsze niż narkotyk? Nie wiem, było to bardzo surrealistyczne odczucie. Jedna wielka wibracja okraszona dodatkowo niezłym show w wykonaniu wokalisty, który wielokrotnie ''czarował'' swoich towarzyszy, by wydobyć z nich jeszcze siły na nieprzerwane dociskanie swoich ''pociech''. I o ile kontakt z publicznością ograniczył się jedynie do kilku rzuconych na koniec ''thank you'' i ''na zdrowie'' (w tym momencie Grasshoper zanurza się w butelce bliżej nieznanego mi preparatu), to Pan Donahue (jak już wspomniałem) okazał się prawdziwym wulkanem energii - popisowa jaskółka, która miała niejako zakomunikować widzom - ''Skoro ja jestem trzeźwy w tej orgii to dotrzymajcie mi kroku!''. Ten niepowtarzalny klimat, którego nie miałem okazji doświadczyć nigdy wcześniej na stadionowym performansie przykrył trochę największą usterkę jaka pojawiła się w Art Muza Cafe. Nagłośnienie. To samo, które zawsze płatało mi jakiegoś figla, lecz ostatecznie wybrzmiewało całkiem wzorcowo. Tym razem Jonathan Donahue nie miał zbyt wiele pożytku ze swojego mikrofonu. Przez większą część występu był mało słyszalny, można wręcz powiedzieć, że spełniał rolę drugorzędnego dopełnienia w koncercie muzyki instrumentalnej.
Spektakl zakończyli trzema bisami, tak jak przypuszczałem. Wśród nich pojawił się nie tylko Goddes On A Highway, ale i inny hymn zespołu - The Dark Is Rising, naszczęście w tym wypadku najbardziej charakterystyczny element pozostał (orkiestrowe wstawki). Jako ostatni odegrali swój najnowszy singiel - Senses Of Fire. W czasach przed-koncertowych budzący moje wątpliwości co do zaszczytnej roli closer-songa, ale w momencie gdy usłyszałem tę podkręconą wersje.... Nie tylko ja załapałem o co w tym biega. Publiczność, przy tym bardzo energetycznym, prawie tanecznym (!!!) wykonaniu również dała ponieść się fali muzyki i bawiła się delikatnie mówiąc - przednio.
Mercury Rev zaskoczyli mnie pod niejednym względem. Zagrali koncert, który z wyżej wymienionych powodów będę miał w pamięci przez kilka ładnych lat. Koncert-marzenie, (chociaż nie wszystko co MUSIAŁO się pojawić znalazło tego wieczoru miejsce na setliście - ale o tym za chwilę w pewnej bardzo subiektywnej i mało emocjonującej tabelce) jednocześnie najbardziej namacalny show w jakim brałem udział. Zabrakło utworów z pierwszego okresu działalności, z czasów gdy wokalistą był David Baker oraz z płyty See You On The Other Side, pierwszej nagranej po jego odejściu. Oczywiście to dość naturalny zabieg, ale z pewnością te mocniejsze i bardziej rockowe elementy twórczości Amerykanów równie dobrze wypadły by w takiej interpretacji jaką zaserwowano mi tamtego niedzielnego wieczoru. Wahając się nad kupnem biletu nie sądziłem, że kilkanaście godzin po wszystkim, będę układał w myślach kolejny zestaw jaki Mercury Rev odegra przede mną podczas kolejnej wizyty W Polsce. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę jakim byłem szczęściarzem, że zagrali na mojej ziemi. I jeszcze jedno. Anomalii było co nie miara, ale jedno jest pewne. Następnym razem również biorę miejsca siedzące. Chcę by jeszcze raz wbiło mnie w fotel z wrażenia.
A teraz czas na ''słodko-gorzką'' tabelkę prawdy (no nie, tabelka jednak nie wejdzie, shame on you mój blogu)
Play It Again!: Holes, Tides Of The Moon, Dream Of A Young Girl As A Flower
Przewińmy to do przodu: October Sunshine, Black Forest
Ja (nie) wiedziałem, że tak będzie: Tides Of The Moon, Snowflake In A Hot World, Opus 40
Zagubieni: Little Rhymes, Nite & Frog, Empire State
W Art Muza Cafe niegdyś mieściło się kino. Pozostałością po nim jest nie tylko owy balkon, ale i ekran, który teraz służy do wyświetlania wszelkiego rodzaju wizualizacji. I właśnie od takiego pokazu ''slajdów'' rozpoczął się koncert. Z głośników dobiegł głos Elizabeth Fraser. Cocteau Twins? Jak najbardziej. A w tle prezentacja wszystkich grup i artystów mających znaczący wkład
w muzyczną edukację muzyków z Buffalo. Od razu po tym niezwykle miłym openerze (kogo tam nie było! - Cave, My Bloody Valentine, Cocteau Twins, Bowie, Talking Heads...), bez zbędnych ceregieli zaczęła się część główna. Nie ukrywam, że w ''tych'' sprawach moja ciekawość nie zna granic i popsułem sobie już wcześniej zabawę oglądając w internecie przykładową setlistę koncertu sprzed kilku dni, chyba z Birmingham. Pierwszy strzał. Trafiony-zatopiony. Snowflake In A Hot World z najnowszej płyty. Jak się później okazało była to jedyna przewidywalna rzecz tego wieczoru. Nie miałem bowiem dotąd przyjemności uczestniczyć w koncercie grupy, którą mógłbym określij jako koncertową. Ok, może The Police i Genesis robiły show w którym brało udział po kilkanaście tys. zahipnotyzowanych marionetek, ceniących sobie odegranie Every Breath You Take na równi z zainicjowaniem meksykańskiej fali ale ja inaczej odbieram slogan ''formacja koncertowa''- przynajmniej po tej listopadowej nocy.
Snowflake In A Hot World w brawurowy sposób zostało przeciągnięte o dobre 100% swojego tajmingu, wykonane co najmniej dwa razy mocniej i agresywnie. Po prostu miażdżące. Zamiast dream/chamber popowego kolektywu dało się słyszeć potomków jakże uwielbianego przeze mnie nurtu noise rock/shoegaze. Piosenki leciały jedna za drugą, bez wytchnienia, bez chwili odpoczynku. Black Forest, Funny Bird, You're My Queen...jedna wielka suita i improwizacja. Improwizacja, ponieważ struktura prawie wszystkich piosenek uległa znaczącym zmianom aranżacyjnym. Co prawda były to głównie długie i niemiłosierne głośne kaskady gitar, potężnie tłoczona perkusja i noooooooise generowany przez urządzenia elektroniczne, ale to było piękne i z powodzeniem zastąpiło wszystkie subtelniejsze dźwięki, kompletnie schowane pod całym tym ''kotłem''. ''Piękny Hałas''. Przystawali tylko na chwilę. W czasie jednej z najzacniejszych swoich kompozycji Tonite It Shows, z okresu największej popularności (weźmy to w cudzysłów), albumu Deserter's Song. Równie poprawnie i ''albumowo'' zabrzmiał Goddess On A Highway, którego oczywiście zabraknąć nie mogło - pierwszy bis. I może przez tą swoją statyczność i perfekcje nie mogę zaliczyć go do największych highlightsów tego widowiska? Przeboje są by trzymać publikę w pionie, więc wybaczam. Tym bardziej, że liczba osób przybyłych na koncert okazała się zastraszająco mała. Parkiet zapełniony (i to nie ściśle) w jakiś 75%, do tego sporo wolnych krzesełek w moim sektorze.
W dodatku podczas trwania prawie dwu godzinnego setu naliczyłem około 10 osób, które wyszły z sali - prawdopodobnie z powodu hałasu (już poszły rezerwować wizytę u lekarza? - bez jaj, ja byłem następnego dnia, ale tak przy okzazji innekj dolegliwości) i realnej groźby...oślepnięcia.
Wszystko przez techników zajmujących się oświetleniem. Były takie momenty - szczególnie wtedy gdy muzycy pozwalali sobie na długie rozwinięcia poszczególnych numerów i liczne solówki (perkusista genialny!) że oprawa wizualna wyczyniała podobne akrobacje jak dźwięki płynące z instrumentów.
Osobiście czułem się jak odłożony. Otoczony przez światło i dźwięk dobiegające dosłownie ze wszystkich stron. Lepsze niż narkotyk? Nie wiem, było to bardzo surrealistyczne odczucie. Jedna wielka wibracja okraszona dodatkowo niezłym show w wykonaniu wokalisty, który wielokrotnie ''czarował'' swoich towarzyszy, by wydobyć z nich jeszcze siły na nieprzerwane dociskanie swoich ''pociech''. I o ile kontakt z publicznością ograniczył się jedynie do kilku rzuconych na koniec ''thank you'' i ''na zdrowie'' (w tym momencie Grasshoper zanurza się w butelce bliżej nieznanego mi preparatu), to Pan Donahue (jak już wspomniałem) okazał się prawdziwym wulkanem energii - popisowa jaskółka, która miała niejako zakomunikować widzom - ''Skoro ja jestem trzeźwy w tej orgii to dotrzymajcie mi kroku!''. Ten niepowtarzalny klimat, którego nie miałem okazji doświadczyć nigdy wcześniej na stadionowym performansie przykrył trochę największą usterkę jaka pojawiła się w Art Muza Cafe. Nagłośnienie. To samo, które zawsze płatało mi jakiegoś figla, lecz ostatecznie wybrzmiewało całkiem wzorcowo. Tym razem Jonathan Donahue nie miał zbyt wiele pożytku ze swojego mikrofonu. Przez większą część występu był mało słyszalny, można wręcz powiedzieć, że spełniał rolę drugorzędnego dopełnienia w koncercie muzyki instrumentalnej.
Spektakl zakończyli trzema bisami, tak jak przypuszczałem. Wśród nich pojawił się nie tylko Goddes On A Highway, ale i inny hymn zespołu - The Dark Is Rising, naszczęście w tym wypadku najbardziej charakterystyczny element pozostał (orkiestrowe wstawki). Jako ostatni odegrali swój najnowszy singiel - Senses Of Fire. W czasach przed-koncertowych budzący moje wątpliwości co do zaszczytnej roli closer-songa, ale w momencie gdy usłyszałem tę podkręconą wersje.... Nie tylko ja załapałem o co w tym biega. Publiczność, przy tym bardzo energetycznym, prawie tanecznym (!!!) wykonaniu również dała ponieść się fali muzyki i bawiła się delikatnie mówiąc - przednio.
Mercury Rev zaskoczyli mnie pod niejednym względem. Zagrali koncert, który z wyżej wymienionych powodów będę miał w pamięci przez kilka ładnych lat. Koncert-marzenie, (chociaż nie wszystko co MUSIAŁO się pojawić znalazło tego wieczoru miejsce na setliście - ale o tym za chwilę w pewnej bardzo subiektywnej i mało emocjonującej tabelce) jednocześnie najbardziej namacalny show w jakim brałem udział. Zabrakło utworów z pierwszego okresu działalności, z czasów gdy wokalistą był David Baker oraz z płyty See You On The Other Side, pierwszej nagranej po jego odejściu. Oczywiście to dość naturalny zabieg, ale z pewnością te mocniejsze i bardziej rockowe elementy twórczości Amerykanów równie dobrze wypadły by w takiej interpretacji jaką zaserwowano mi tamtego niedzielnego wieczoru. Wahając się nad kupnem biletu nie sądziłem, że kilkanaście godzin po wszystkim, będę układał w myślach kolejny zestaw jaki Mercury Rev odegra przede mną podczas kolejnej wizyty W Polsce. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę jakim byłem szczęściarzem, że zagrali na mojej ziemi. I jeszcze jedno. Anomalii było co nie miara, ale jedno jest pewne. Następnym razem również biorę miejsca siedzące. Chcę by jeszcze raz wbiło mnie w fotel z wrażenia.
A teraz czas na ''słodko-gorzką'' tabelkę prawdy (no nie, tabelka jednak nie wejdzie, shame on you mój blogu)
Play It Again!: Holes, Tides Of The Moon, Dream Of A Young Girl As A Flower
Przewińmy to do przodu: October Sunshine, Black Forest
Ja (nie) wiedziałem, że tak będzie: Tides Of The Moon, Snowflake In A Hot World, Opus 40
Zagubieni: Little Rhymes, Nite & Frog, Empire State
''Commercial'' ukończony
Subskrybuj:
Posty (Atom)
