wtorek, 15 lipca 2008

Tricky - Maxinquaye - 1995











01. Overcome
02. Ponderosa
03. Black Steel
04. Hell Is Round The Corner
05. Pumpkin (feat. Alison Goldfrapp)
06. Aftermath
07. Abbaon Fat Tracks
08. Brand New You're Retro
09. Suffocated Love
10. You Don't
11. Struglin
12. Feed Me

Tricky ma nosa do życiowych wyborów. Najpierw pod koniec lat 80 spotkał niejakiego DJ MILKO i postanowił założył grupę The Wild Bunch, później znaną jako Massive Attack. Zanim jednak debiutancki krążek MA ukazał się na rynku do jego drzwi zgłosiła się wówczas 15 letnia (!) Martina Topley-Bird, która tak urzekła artystę swoimi walorami głosowymi, że mimo młodego wieku zdecydował się na współpracę z nią, która trwała wiele lat. W końcu, w 1994 roku dokonał najważniejszej decyzji w swoim życiu. Odszedł z MA, twierdząc, że nigdy nie czuł się ich integralną częścią - rozpoczął karierę solową.

Przymiarki do albumu Maxinquaye (nazwany od imienia i nazwiska swojej matki) zaczęły się gdzieś-kiedyś w 1993 roku. Z najwcześniejszego okresu współpracy Thaws-Topley-Bird pochodzi kompozycja Aftermath, wydana nawet na limitowanym singlu na początku 1994 roku w celu wybadania rynku. Mimo uznanej marki jaką już wtedy było już MA, której Tricky wciąż był członkiem Aftermath nie znalazł miejsca na Brytyjskiej liście przebojów. Ale ''Co się odwlecze to nie uciecze'' mówi często cytowane powiedzenie. Po latach ten znakomicie przyprawiony porcją elektrycznych gitar dubowy kawałek to klasyk gatunku.
Kariera solowa na krótko została przystopowana pod koniec 1994 roku m.in. ze względu na wydanie krążka Protection rodzimego zespołu. Artysta wraca na scenę z początkiem 95 i serwuje od razu: znakomity singiel Overcome (34 w UK) i w krótce potem płytę Maxinquaye, która wtacza się do czołowej trójki zestawienia. Znajdą się odważni, którzy być może znając późniejsze losy muzyka zarzucą, że to był sukces wywołany popularnością Protection, bo przecież nigdy potem Tricky nie był w stanie nagrań równie udanej płyty. Muzyka jednak obroni się sama.

Na swoim debiucie Tricky z początku wydaje nam się tylko gościem i gdyby nie odpowiednie przypiski w książeczce można by wnioskować, że to debiut pewnej bardzo zdolnej i młodej brytyjki. Jakby świadom swoich walorów głosowych Thaws pozwala prawie we wszystkich piosenkach by główną rolę grała tam Bird. W singlowym, napełnionym obfitą dawką mistycznych dźwięków i plam Overcome daje jej nawet pole do samodzielnego popisu.
Album został tak skonstruowany, że jego pierwszą część tworzą same hity na czele z wspomnianym Overcome, Ponderosa oraz Hell Is Round The Corner (Tricky w końcu dochodzi do głosu!). Druga część to te mniej znane numery, które zaczyna niesamowicie energetyczny i pulsujący Brand New The Retro ze znakomicie wykorzystanym samplem z piosenki Bad M.Jacksona, a kończy równie intrygujący i ponury jak opener utwór Feed Me z fajnym, wychodzącym poza rytm beatem.
Bad wydaje się nie być jedyną inspiracją artysty przy tworzeniu Maxinquaye. Płyta wykorzystuje na swoje potrzeby dźwięki takich artystów jak The Smashing Pumpkins, Shakespears Sisters czy Portishead. W przypadku tego ostatniego praktycznie cała linia melodyczna z utworu Glory Box została wpleciona do kawałka Hell Is Round The Corner. Mimo licznych podobieństw obu numerów, niewielkiemu odstępowi czasu w jakim obie kompozycje pojawiły się na rynku czy też mało przebojowej struktury kompozycji (zero podziału na refren czy zwrotki) utwór stał się największym hitem z Maxinquaye dochodząc do 12 miejsce w UK. HIRTC wykorzystany został również na soundtracku do filmu The Crow City Of Angels.

Teksty na płycie także nie są w pełni własne. Muzyk zastosował bardzo ciekawe rozwiązanie ''kradnąc'' liryki z piosenek MA (obyło się bez problemów, bo sam wcześnie podarował kilka swoich, przeznaczonych na debiut na potrzeby Protection) i w taki to sposób Overcome to Karmacoma, a Hell Is Round The Corner pierwotnie nazywało się Eurochild. Teksty zgadzają się w 100%, inna jest tylko muzyka. Krytycy nie mogli nachwalić się Maxinquaye ''zarzucając'' jej niesamowite połączenie przeróżnych muzycznych gatunków takich jak hip hop/electronica/dub/soul oraz mimo swojej złożoności łatwy odbiór w eterze. Ten nadzwyczajny sukces komercyjny pozwolił jeszcze ''późno'' w 1995 roku wydać na małej płytce kompozycje Pumpkin nazwaną tak na część swoich protoplastów, ale z dynią nie mającą nic wspólnego.
Gościnnie pojawia się w tym miejscu Alison Goldfrapp, w połowie lat 90 dopiero zaczynająca swoją karierę muzyczną. Gościnnie oczywiście tylko z przypisu, bo to ona odgrywa tu główną rolę wokalistki. Thaws tradycyjnie, jak na większości płyty użycza swojego sexownego i mrukliwego głosu okazjonalnie. Ten duet stworzył najlepsze 4 i pół minuty Maxinquaye. Delikatne i powoli ciągnące się Pumpkin to teren na którym przecudowny głos Goldfrapp czuje się jak ryba w wodzie. Klimat został podtrzymany w bardzo zmysłowym klipie z ''zagubionym światełkiem'' na pierwszym planie. Szkoda, że nie udało się zaprosić Billy'ego Corgana. To byłoby trio!
W utworze You Don't pojawia się jeszcze jeden gość - kolejna wokalistka - o pseudonimie Ragga.
Jej mocny głos, budzący lekkie skojarzenia z divami lat 60 albo też Sharą Nelson, wcześniejszą współpracowniczką...tak, tak...Massive Attack oplata numer, będący hołdem dla Jamajskich dźwięków zakorzenionych mocno w regge.

Wszechstronność płyty zachwyca. Maxinquaye nie sposób się znudzić, bo jest to najlepszy album w historii, który rozwija pojęcie muzyki trip hopowej, wychodzi z pewnych barier, a jednocześnie jest kwintesencją nurtu sam w sobie. Tricky robi rzeczy unikalne tak jak choćby wyżej opisane zabiegi związane z pisaniem muzyki do już gotowych tekstów swoich kolegów. Eksperymentuje z elementami muzyki innych zespołów i potrafi nagrać znakomitą wersję innej piosenki (Public Enemy - Black Steel In The Hour Of Chaos) zmieniając ją kompletnie przez co ta staje się o wiele bardziej przystępna niż oryginał. Niestety takich doskonałych płyt w tym nurcie już nie ma. Sam zainteresowany w przeciągu ostatnich 10 lat zgubił formę. Ale Maxinquaye można cieszyć się na okrągło i nie pamiętać o mniej udanych Vulnerable czy Knowle West Boy. To jak ''Ściana'' Floydów classic rocka, ''Pornografia'' zimnej alternatywy...




poniedziałek, 14 lipca 2008

TOP 30 Goldfrapp

Dzisiaj, na łamach bloga, postanowiłem zapostować 30 najlepszych utworów grupy Goldfrapp według mojej skromnej opinii. Nie będzie to jedyny tego typu zestaw. W przyszłości pojawi się wiele topów innych artystów. Topy mają oczywiście nie tylko pokazać co lubię najbardziej, ale też służyć celom edukacyjnym....rozumiecie? Kierujcie się nim przy poznawaniu artysty a nie zbłądzicie ;)

Obecny zestaw obejmuje 30 nagrań ze względu na to, że grupa w całej swojej karierze nie nagrała nawet 50 piosenek (licząc nawet b-sidy), więc na razie to jest optymalna liczba. Oczywiście zestaw będzie z biegiem lat (mam nadzieję, że tyle wytrzymam na blogspocie) powiększany, tak samo jak powiększać będzie się dyskografiaa Alison Goldfrapp i Willa Gregory'ego.

TOP 30 Goldfrapp:
kolejno: miejsce, tytuł, tytuł płyty

01 - Utopia (Felt Mountain)
02 - Lovely Head (Felt Mountain)
03 - Oh La la (Supernature)

04 - Human (Felt Mountain)
05 - Train (Black Cherry)
06 - U.K. Girls [Psychical] (Felt Mountain, b-sid)
07 - Caravan Girl (Seventh Tree)
08 - Twist (Black Cherry)
09 - Fly Me Away (Supernature)
10 - Number One (Supernature)

11 - You Never Know (Supernature)
12 - Paper Bag (Felt Mountain)
13 - Boys Will Be Boys (Supernature, b-sid)
14 - Happiness (Seventh Tree)
15 - Oompa Radar (Felt Mountain)
16 - Goldfrapp - Deep Honey (Black Cherry)
17 - Eat Yourself (Seventh Tree)
18 - Some People (Seventh Tree)
19 - Felt Mountain (Felt Mountain)
20 - Pilots (Felt Mountain)
21 - Satin Chic (Supernature)
22 - Hairy Trees (Black Cherry)
23 - Horse Tears (Felt Mountain)
24 - Road To Somewhere (Seventh Tree)
25 - Strict Machine (Black Cherry)
26 - Ride A White Horse (Supernature)
27 - Clowns (Seventh Tree)
28 - Crystalline Green (Black Cherry)
29 - Cologne Cerrone Houdini (Seventh Tree)
30 - Lovely 2 C U (Supernature)

sobota, 12 lipca 2008

Notowanie 84 (12.07.08)

AP. PP. LT.

01. 18. 02. Goldfrapp - Caravan Girl
02. 02. 03. The Verve - Love Is Noise
03. 03. 06. Roisin Murphy - Movie Star
04. 04. 05. The Dresden Dolls - Lonesome Organist Rapes Page-Turner
05. 01. 06. The Good, The Bad And The Queen - The Good, The Bad And The Queen
06. 05. 06. Elbow - An Audience With The Pope
07. 06. 05. Tindersticks - The Hungry Saw
08. 16. 06. Morrissey - All You Need Is Me
09. 10. 14. Interpol - Pioneer To The Falls
10. 07. 09. The Cure - The Only One

11. 11. 08. M83 - Graveyard Girl
12. 15. 04. Portishead - The Rip
13. 09. 11. Nick Cave & The Bad Seeds - More News From Nowhere
14. 08. 11. Coldplay - Violet Hill
15. 12. 05. The Cure - Freakshow
16. 25. 13. Goldfrapp - Happiness
17. 19. 04. The Music - Strenght In Numbers
18. 20. 04. R.E.M. - Sing For The Submarine
19. 13. 06. Ladytron - Ghosts
20. 14. 10. The Jesus And Mary Chain - All Things Must Pass

21. 23. 03. The Fratellis - Mistress Mabel
22. 17. 06. Blackfield - Where Is My Love?
23. 31. 02. The Raconteurs - Many Shades Of Black
24. 21. 10. dEUS - Slow
25. 26. 04. Amy Macdonald - Poison Price
26. NE. 01. The Cure - Sleep When I'm Dead
27. 32. 03. The Futureheads - Radio Heart
28. 33. 02. The Last Shadow Puppets - Standing Next To Me
29. 34. 03. Lowe - A 1000 Miles
30. 24. 09. The Last Shadow Puppets - The Age Of The Understatement

31. 27. 15. Portishead - Machine Gun
32. NE. 01. Tricky - Slow
33. 22. 06. Lao Che - Czarne Kowboje
34. 38. 04. Editors - Bones
35. 30. 11. The Subways - Girls & Boys
36. NE. 01. Duffy - Warvick Avenue
37. 35. 11. Foo Fighters - Cheer Up Boys (Your Makeup Is Running)
38. 29. 11. R.E.M. - Hollow Man
39. NE. 01. Gabriella Cilmi - Sweet About Me
40. 40. 05. The Dandy Warhols - Wasp In The Lotus

41. 39. 02. Primal Scream - Can't Go Back
42. 36. 12. Guillemots - Get Over It
43. 28. 07. Renton - Walk Aside
44. NE. 01. Sigur Ros - Inni´ Me´r Syngur Vitleysingur
45. NE. 01. Peter Gabriel & Friends - Everything Comes From You
46. 54. 02. The Gutter Twins - God's Children
47. 47. 05. The Hoosiers - Coops And Robbers
48. 42. 15. dEUS - The Architect
49. 48. 04. The Kooks - Shine On
50. 46. 08. Organizm - Głowa

51. 45. 15. Lao Che - Hydropiekłowstąpienie
52. 43. 17. Radiohead - Nude
53. 37. 12. Nine Inch Nails - Discipline
54. 44. 14. Elbow - Grounds For Divorce
55. 41. 10. Coldplay - Viva La Vida
56. 49. 08. Death Cub For The Cutie - I Will Possess Your Heart
57. 50. 12. The Wombats - Backfire In The Disco
58. 52. 13. Steve Lukather - Tell Me What You Want From Me
59. 51. 19. Carla Bruni - Autumn
60. 53. 13. The Racounteurs - Salute Your Solution

Z listy wypadły:

z 55 - Gavin Rossdale - Love Remains The Same - po 6 tyg.
z 56 - Guillemots - Falling Out Of Reach - po 6 tyg.
z 57 - Hercules And Love Affair - Blind - po 7 tyg.
z 58 - Martina Topley Bird - Carnies - po 6 tyg.
z 59 - Roisin Murphy - You Know Me Better - po 17 tyg.
z 60 - Rufus Wainwright - Between My Legs - po 18 tyg.

Goldfrapp - Utopia



Goldfrapp - Utopia
Płyta: Felt Mountain
Rok: 2000

A czy ja nie mówiłem, że przełom tysiącleci jest dość mało interesujący muzycznie? Tak, ale z każdym dniem, tygodniem, miesiącem...odkrywam coraz to bardziej wartościowe nagrania z tamtego okresu. Akurat Utopia to bardzo dobrze znany mi numer, od paru ładnych miesięcy, ale dopiero teraz wychodzi w moich małych prywatnych rankingach na pierwsze miejsce ulubionych nagrań Goldfrapp (na który oczywiście nadal mam ogromne ''połowanie'' co skutkuję, że mają piosenkę dnia...tym razem już jako pełny zespół, bez żadnych gościnnych występów Alison u Trickyego czy Orbital) Trip Hop się wtedy kończył? Taki prawdziwy? Nie. To nie jest typowo triphopowa płyta. Wystarczy przecież posłuchać choćby tego numery czy innego wyśmienitego singla Human. To jakiś niesamowity nurt muzyczny, który niestety nie doczekał się rozwinięcia - ale czy nowy album grupy Seventh Tree nie jest w pewnym sensie jego bardziej ''usposobioną do życia w komercji'' formą Felt Mountain? Oceńcie sami. Na razie zostawiam was z głosem Alison, operowym backgroundem i cudownymi syntezatorami....a to takie proste.

czwartek, 10 lipca 2008

The Verve - Love Is Noise (Video!)

Wczoraj swoją premierę miał najnowszy videoklip grupy The Verve.

Orbital - Are We Here?



Orbital - Are We Hre?
Płyta - Snivilisation
Rok - 1994

Zostajemy w kręgu electro, ale zmieniamy gatunek. Orbital to zasłużony prekursor brytyjskiego trance, dance i techno. Na razie praktycznie znany mi tylko z tej kompozycji gdzie wyjątkowo udziela się kto? Oczywiście, że Alison Goldfrapp. Wokal zalatuje shoegazem, ale w żadnym wypadku nie odbieram tego jako wady. Are We Here? tutaj w wersji singlowej, o wiele bardziej przystępnej niż 15 minutowa wersja albumowa. Minimalistycznie z tanecznym zacięciem. Śliczne.....i zobaczyć młodą Goldfrapp. Łał.

środa, 9 lipca 2008

Tricky feat. Alison Goldfrapp - Pumpkin



Ticky feat. Alison Goldfrapp - Pumpkin
Album - Maxinquaye
Rok - 1995

Piosenka dnia to nowa część mojego bloga.
Zaszczytny tytuł pierwszej z tego działu przypada kolaboracji Trickyego i Alison Goldfrapp z 1995 roku. Utwór Pumpkin znalazł się na debiutanckiej płycie byłego człowieka Massive Attack. Alison Goldfrapp, wtedy jeszcze znana dość słabo, jedynie z udzielania się w projekcie Orbital przyjęła zaproszenie do współpracy i jako jeden z kilku znakomitych gości na tym albumie zaśpiewała w przepięknym Pumpkin...tylko w nim niestety. Fani wokalu Alison zawiedzeni nie będą. Śpiewa cudownie, może obraziłaby się za ten tekst, ale muszę napisać, że równie dobrej formy wokalnej jak na razie w kompozycjach formacji Goldfrapp nie dostrzegłem. Do tego dochodzi jak zwykle sexowny i leniwy głos Trickyego....i niesamowity teledysk z błądzącym światełkiem. Klasyk gatunku trip hopowego zbudowany w części na samplu utworu Suffer (1993) grupy The Smashing Pumpkins.

wtorek, 8 lipca 2008

Pet Shop Boys - Bilingual - 1996












01. Discoteca
02. Single
03. Metamorphosis
04. Electricity
05. Se A Vida E (That's The Way Life Is)
06. It Always Comes As A Surprise
07. A Red Letter Day
08. Up Against It
09. The Survivors
10. Before
11. To Step Aside
12. Saturday Night Forever

W połowie lat 90 w Zjednoczonym Królestwie królował britpop i muzyka, która tak na dobrą sprawę jest jedną z części składowych w/w gatunku nie miała łatwa. Artyści z bagażem doświadczeń nie radzili sobie na rodzimych listach przebojów (Erasure, Duran Duran), a niektórzy wręcz zawiesili działalność, właśnie w tym traumatycznym dla nich okresie ''połówki''. Na całe szczęście kryzys zarówno artystyczny jak i w tamtym okresie już wieko średniego nie dotknął Neila Tennanta i Chrisa Lowe.

Pet Shop Boys w 1995 zaczęli pracę nad kolejnym krążkiem. Bilingual był drugą płytą wydaną w systemie 3-letnim, który towarzyszył grupie przez kilka następnych pozycji, a teraz znów powraca (przynajmniej tak podają źródła, że nowa płyta na początku 2009). Pracę zaczęto jednak już w 1994 roku. Very i jej ogromny sukces zaciągnął grupę w najdalsze części świata przy okazji koncertów w ramach Discovery Tour. Jednym z punktów wycieczki była Ameryka Południowa. Na tym też duet skupił się najbardziej. Wystarczy popatrzeć na tytuły i wsłuchać się w teksty takich piosenek jak Se A Vida E (That's The Way Life Is), Discoteca oraz Single Bilingual i od razu można pojąć czemu płyta nosi tytuł ''Dwujęzyczny''. Angielski oczywiście to język przyszłości, to język podstawa, a tym bardziej podatawa dla Neila Tennanta. Mimo to w powyższe kompozycje wplecione jest sporo wersów z języka Hiszpańskiego, który jak powszechnie wiadomo jest używany prawie w całej Ameryce Południowej. Na tym nie koniec inspiracji. Otwierająca Bilingual Discoteca, z wariacyjnymi samplami i świetną sekcją flamenco to nic innego jak utwór wyrwany z jednej z Połudiowych dyskotek, sprawiający wrażenie nagranego w parnej Amazońskiej dżungli. Doskonały (zmarnowany) materiał na singla. Discoteca i następujący potem Single tworzy jakby jeden długi, złożony kawałek. Tym razem mamy lekko przetworzony (ala ''katarowy'' głos) wokal i prawie identyczną pracę beatów jak w poprzedniku. Smaczku po raz kolejny dodają dęciaki....a wszystko kończy się cytatami z Discoteci - ''Gdzie tu jest najbliższa dyskoteka?'' - oczywiście po hiszpańsku. Bilingual przesiąknięty jest zresztą rytmami podrywającymi do tańczenia. Pod tym względem przewyższa nawet płytę Very. Se A Vida E (That's The Way Life Is), największy przebój tamtego okresu w karierze zespołu to kumulacja całej pozytywnej energii jaka znajduje się pod żółtą okładkę, na 5 calowym dysku. Być może najwcześniej napisany przez duet na sesji, prezent dla będącego w depresji przyjaciela wokalisty. Se A Vida E prezentuje największe wpływy dalekich wojaży grupy w strukturę kompozycji. Pet Shop Boys w celu nagrania drugiego singla z płyty użyli sampli z utworu Estrada Da Paixao, brazylijskiej grupy Olodum. Wesołe syntezatory, masa egzotycznych smaczków, dęciaki (w kółko je można chwalić za działanie na całej tej płycie) i kapitalna perkusja. W swoim ''regionie'' song perfekcyjny pod każdym względem...a przyjaciel już chyba szczęśliwy do końca życia.

Jak wspomniałem Se A Vida E była ''tylko'' drugim singlem z albumu i to dość nieszczęśliwy wybór. Sam zespół przyznał, że popełnił błąd wstawiając na głównego promotora kompozycje Before.
Piosenka ta kompletnie nie oddaje atmosfery jaka panuje na trackliście Bilingual. Before to pop/soul z jakimiś lekkim jazzowym zacięciem. Kawałek idealny do jakiegoś małego, cichego klubu na wieczorną imprezkę, ale czy równie dobrze sprawdza się w roli singla promującego tak żywy album, jednej z najbardziej odjechanych grup popowych? Nie tylko ja mam mieszanie uczucia co do tego wyboru jak i samej piosenki, która pokazuje raczej jak grałby Neil Tennat solo, gdyby nie współpraca z Lowem. W ogóle cała druga połowa albuma nie jest już tak dobra jak pierwsze 6 kompozycji. Oprócz Before jest też przyjemny acz zbyt wysoko nagrany (syntezatory) Up Against It, któremu według mnie brakuje mocnych, hardrockowych wręcz gitar i efekt byłby naprawdę bardzo dobry. A Red Letter Day to taki Bilingualowy Go West. Podniosły (też homo?) hymn o tym, że ciągle czekamy na kogoś kto powie, że nas kocha, a zdarzyć się to ma w tytułowy Red Letter Day (podniosły dzień, ale można też trochę pokombinować i napisać, że chodzi o walentynki chociażby). Zresztą o złożoności kompozycji i jej wyrazie świadczyć mogą wersy - ''all of those who don't fit in, who follow their instincts and are told they sin''. Dobitne podobieństwo to też fakt, że znów udziela się w tej kompozycji Rosyjski Chór Akademicki. W każdym razie utwór w klimatach disco/dance bez powera jak dla mnie. Jeśli ktoś już w tym momencie wątpi w sens muzyki słysząc określenie disco, niech lepiej nie słucha kończącego całość Saturday Night Forever. Nie muszę nic pisać. Tytuł przemówi sam (Bee Gees?).

Mój stan wiedzy na temat Pet Shop Boys każe mi myśleć, że nie tylko wydźwięk muzyczny płyty był wyjątkowy. Metamorfozę przeszły w pewien sposób teksty...no tak propo metamofrozy. I taki tytuł znalazł się na Bilingual. Autobiograficzny numer, który otwarcie pokazuje nam, że Pan Tennant woli chłopców. Po 1994 roku, kiedy w końcu wokalista zdecydował się przemówić na temat swojej orientacji takie teksty nikogo nie dziwią, a w dodatku ukazane zostało to w dość zabawny sposób. ''Każdy tekst jest osobisty'' - tak mówił o lirykach zawartych na płycie. W tym momencie można też zacząć się dogłębniej zastanawiać nad dwuznacznością tytułu płyty. Bilingual? Bilingul-sexual?....dalej....dalej.... A więc panie Tennat, tak jak w tekście - ''You grow up and experience this, a total metamorphosis'' Naprawdę ten utwór prawie w każdej linijce coś ciekawego zawiera (i to nieustane sex, sex, sex w backgroundzie). Nawiasem mówiąc Methamorphosis to fantastyczny utwór, w konwencji pop-elektronicznej z mówionym tekstem zahaczającym o rap i nie zważającym na interpunkcję.
Jeszcze chwilę zatrzymajmy się przy balladach. Są dwie, takie typówki. The Survivors. Ujdzie, miłe i przestrzenne. It Always Comes As A Surprise. Też UJDZIE. UJDZIE bo to piękny, najbardziej romantyczny chyba w karierze zespołu track. Pierwsza liga w towarzystwie Rent czy też Face The Truth. A w tle nadal ta Amerykańa dżungla i dialog fortepian-saksofon. Solówka nieziemska w wykonaniu tego ostatniego.

Patrzę i co widzę? Ktoś przypisał tej płycie łatkę Electro, House. Oh gdyby świat był taki prosty i można by stawiać tezy na podstawie wcześniejszych doświadczeń. Aż się boję myśleć ile osób zobaczyło taki opis Bilingual i nie sięgnęło z tego błahego powodu po niego.
Dzięki kolejnej porcji pomysłu na muzykę po raz kolejny można zaapelować do każdego kto nie lubi Brytyjczyków, żeby ''wszedł'' w ten album. Nie szukali żadnych innowacji, nie poddali się modnej konwencji grania jakiegoś trance czy innej techniawki i w czasie kryzysu DOBREGO popu sięgnęli po folklor i najlepsze cechy swojego unikalnego stylu. Może razić to brzmienie disco w niektórych momentach, mogą razić nachalne gejowskie teksty i jak zwykle - wokal, ale jeśli ktoś szuka dobrej płyty na lato to niech wali śmiało na allegro i kupuje. Aha, i tylko frapuje mnie ciągle ta kwestia, a raczej pytanie postawione w utworze rozpoczynającym Bilingual - ''Gdzie tu jest najbliższa dyskoteka?'' - bo odpowiedź wydaję się być bardzo oczywista.



poniedziałek, 7 lipca 2008

Notowanie 83 (05.07.08)

AP. PP. LT.

01. 01. 05. The Good, The Bad And The Queen - The Good, The Bad And The Queen
02. 18. 02. The Verve - Love Is Noise
03. 07. 05. Roisin Murphy - Movie Star
04. 04. 04. The Dresden Dolls - Lonesome Organist Rapes Page-Turner
05. 05. 05. Elbow - An Audience With The Pope
06. 06. 04. Tindersticks - The Hungry Saw
07. 08. 08. The Cure - The Only One
08. 02. 10. Coldplay - Violet Hill
09. 03. 10. Nick Cave & The Bad Seeds - More News From Nowhere
10. 09. 13. Interpol - Pioneer To The Falls

11. 13. 07. M83 - Graveyard Girl
12. 12. 04. The Cure - Freakshow
13. 11. 05. Ladytron - Ghosts
14. 10. 09. The Jesus And Mary Chain - All Things Must Pass
15. 22. 03. Portishead - The Rip
16. 25. 05. Morrissey - All You Need Is Me
17. 14. 05. Blackfield - Where Is My Love?
18. NE. 01. Goldfrapp - Caravan Girl
19. 20. 03. The Music - Strenght In Numbers
20. 26. 03. R.E.M. - Sing For The Submarine

21. 15. 09. dEUS - Slow
22. 16. 05. Lao Che - Czarne Kowboje
23. 35. 02. The Fratellis - Mistress Mabel
24. 17. 08. The Last Shadow Puppets - The Age Of The Understatement
25. 19. 12. Goldfrapp - Happiness
26. 30. 03. Amy Macdonald - Poison Price
27. 21. 14. Portishead - Machine Gun
28. 24. 06. Renton - Walk Aside
29. 23. 10. R.E.M. - Hollow Man
30. 28. 10. The Subways - Girls & Boys

31. NE. 01. The Raconteurs - Many Shades Of Black
32. 41. 02. The Futureheads - Radio Heart
33. NE. 01. The Last Shadow Puppets - Standing Next To Me
34. 36. 02. Lowe - A 1000 Miles
35. 31. 10. Foo Fighters - Cheer Up Boys (Your Makeup Is Running)
36. 29. 11. Guillemots - Get Over It
37. 32. 11. Nine Inch Nails - Discipline
38. 51. 03. Editors - Bones
39. NE. 01. Primal Scream - Can't Go Back
40. 40. 04. The Dandy Warhols - Wasp In The Lotus

41. 27. 09. Coldplay - Viva La Vida
42. 33. 14. dEUS - The Architect
43. 37. 16. Radiohead - Nude
44. 39. 13. Elbow - Grounds For Divorce
45. 38. 14. Lao Che - Hydropiekłowstąpienie
46. 42. 07. Organizm - Głowa
47. 55. 04. The Hoosiers - Coops And Robbers
48. 49. 03. The Kooks - Shine On
49. 34. 07. Death Cub For The Cutie - I Will Possess Your Heart
50. 44. 11. The Wombats - Backfire In The Disco

51. 46. 18. Carla Bruni - Autumn
52. 45. 12. Steve Lukather - Tell Me What You Want From Me
53. 47. 12. The Racounteurs - Salute Your Solution
54. NE. 01. The Gutter Twins - God's Children
55. 43. 06. Gavin Rossdale - Love Remains The Same
56. 48. 06. Guillemots - Falling Out Of Reach
57. 50. 07. Hercules And Love Affair - Blind
58. 52. 06. Martina Topley Bird - Carnies
59. 56. 17. Roisin Murphy - You Know Me Better
60. 58. 18. Rufus Wainwright - Between My Legs

Z listy wypadły:

z 53 - Big Day - Jedyny Słodki Problem - po 7 tyg.
z 54 - PJ Harvey - The Devil - po 18 tyg.
z 57 - Jarvis Cocker - Heavy Weather - po 12 tyg.
z 59 - Lao Che - Drogi Panie - po 18 tyg.
z 60 - Muzyka Końca Lata - Chłopaki - po 8 tyg.

niedziela, 6 lipca 2008

Koniec urlopu/Police później

Mam dwie informacje. Zacznę od dobrej...i tak powinienem od niej zacząć. Wróciłem już z urlopu i blog odżyje, przynajmniej do czasu kolejnej mojej sierpniowej podróży na północ Polski.
Rwę sobie włosy z głowy, bo zapomniałem zabrać ze wsi relacji z koncertu The Police, którą to tam napisałem. W ogóle ostatnio jakiś pech chodzi po świecie. Zapomniałem recenzji, forum mycharts padło na kilka dni....eh...Nie mam możliwości dostania się do tych plików przez najbliższej trzy tygodnie. Mam nadzieję, że po tym okresie ktoś będzie miał ochotę zapoznać się z moimi wypocinami.
Na razie zaglądam na strony, odpisuje, robię po-urlopowe porządki i z nowym materiałem na bloga melduje się być może późnym wieczorem dnia dzisiejszego - a będzie to nowe notowanie listy.

Pozdrawiam.